Czas Globalnej Niepogody

Opowiadanie dedykuję wszystkim cywilnym ofiarom wojen.

Dla Alex ten dzień był jedynym godnym zapamiętania w jej krótkim życiu. Ósme urodziny, jakie wyprawił jej ojciec pozwoliły małej dziewczynce zapomnieć o bolesnym rozstaniu. Siedząc na ganku domku rozpakowywała kolejny prezent, ale jej myśli nadal błądziły wokół matki. Patrzyła w niebo na którym słońce powoli zmierzało ku zachodowi. Tam gdzieś jest mamusia - pomyślała. Cisza przyprawiała ją o lekki ból głowy. Po kilku godzinach śmiechów innych dzieci, huków petard, szczekania psa i głośnych rozmów dorosłych, ogarniająca ją teraz cisza boleśnie raniła skronie. Zza żywopłotu okalającego ogród z basenem dobiegał tylko cichy szmer spryskiwacza do trawy.

- I jak ci się podobało? - słysząc to blondwłosa ośmiolatka podskoczyła.

Za nią, z papierosem w zębach, stał ojciec.

- Czemu tak robisz? - Alex trzymała się za serce - Przestraszyłeś mnie!

Will z troską w oczach przykucnął zaraz obok córki.

- Przepraszam... - zwrócił wzrok na paczkę, którą trzymała między nogami - I jak się podobało?

Dziewczynka objęła go rękami za szyją i szepnęła.

- Dziękuję.

Will nigdy nie lubił kupować sobie uczuć; Samantha zawsze mu to wypominała, ale on nie traktował ciągłego sprawiania prezentów córce jako coś złego. Przez cały czas miał nadzieję, że nie jest to powód, dla którego Alex wybrała mieszkanie z nim. Takie chwile były mu potrzebne. Czuł, że nie jest tylko sponsorem czyichś zachcianek, że córka ciągle go kocha. Miał tylko nadzieję, że puści w niepamięć jego przeciągające się nieobecności w domu. Teraz wszystko miało się zmienić. Nowa praca, co prawda nie tak dobrze płatna, ale przynajmniej będzie miał kontakt z Alex; nowe mieszkanie, nie tak duże jak poprzednie, ale zawsze z ogrodem i basenem. Tak, teraz wszystko wyprostuję - te słowa dodawały mu otuchy.

- Popatrz ile dostałam prezentów - dziewczynka puściła szyję Will'a i chwyciła leżące na schodkach pudło opakowane papierem w misie.

- Widzę, kochanie. Podobają ci się?

Nie miał wątpliwości, że tak. Iskierki w oczach rozświetlały całą jej twarz. To była zupełnie inna dziewczynka, niż jeszcze parę tygodni temu, na spotkaniach z psychologiem.

- Mam plażówkę - zerwała się na równe nogi i podbiegła do dużej dmuchanej piłki - Dostałam od Meggy.

Kiedy wzięła ją w obie ręce, ledwie było widać jej drobne stopy. Niezdarnie rzuciła piłkę w stronę Will'a.

- Uważaj, żebyś nie wpadła do basenu.

- Wiem, tato, pamiętam. - powiedziała dziewczynka - Rzuć do mnie, złapię.

Jak zwykle, zabrakło mu wyczucia, a plażówka poszybowała nad głową Alex i wpadła do basenu. Will pokręcił głową.

- Zostaw, później ją wyłowię. – stwierdził ze zrezygnowaniem.

- Powiem Maxowi, żeby ją wyłowił. - obróciła się na pięcie - Max! Max, gdzie jesteś?!

Will rozejrzał się po małym ogrodzie. Głupi pies, pewnie znowu gania okoliczne koty. Mało miałem już przez niego nieprzyjemności?

- Nie zgubi się. Zawsze wraca.

- Może porwało go UFO, tak jak kota Lilly - stwierdziła z zaaferowaniem mała.

Will wolał, żeby Alex tak myślała. Teraz była trochę zawiedziona; zawsze lubiła zabawy z dobermanem. Bywało, że był to jej jedyny przyjaciel. Przy niej zawsze zachowywał się jak szczeniak.

- Chodź do mnie, coś ci pokarzę. - Will wyciągnął rękę w kierunku córki.

Alex podreptała na ganek i usiadła na kolanach ojca. Oprał jej głowę o swoją pierś tak, żeby patrzyła w niebo.

- Patrz tam - wskazał palcem na chmury piętrzące się nad horyzontem - Jakie kolory.

Wiedział, że w tym miejscu pięknie było widać zachód słońca, ale taką feerię barw Will obserwował po raz pierwszy. Niebieski i fioletowy łączył się z zielonym i czerwonym, a podkreślały to jeszcze dziwne kształty chmur. Nigdy się z resztą na nich nie znał, myliły mu się cirrusy z cumulusami. Które to były burzowe? Może żadne z nich? Tak, zawsze miał z nimi problem.

- Co tam tak świeci, tatusiu?

- Słońce zachodzi i odbija się w chmurach. I dlatego tam są takie światełka. Rozumiesz, skarbie?

Alex pokiwała głową ciągle wpatrując się w niezwykłe chmury.

- No, ale dosyć tych wrażeń na dziś, czas spać.

Dziewczynka odwróciła głowę i z dziecięcym wyrzutem popatrzyła na ojca. Will rozłożył ręce.

- No dobrze, będziesz mogła poczytać sobie tą książeczkę, którą dostałaś. - odparł Will - Ale w łóżku, i to jak szybko umyjesz zęby.

Powoli zwlekła się z jego kolan i zaczęła zbierać prezenty.

- Nie, zostaw. Ja o zrobię. Ty masz tylko tą książeczkę i szoruj na górę. - to mówiąc podał jej małą, na wpół odpakowaną paczuszkę. - Zaraz do ciebie przyjdę.

Alex przytuliła prezent i pocałowała ojca w policzek. Wbiegła po trzech schodkach na werandę i rzez kuchnię do środka domu. Will patrzył za nią jeszcze jakiś czas, po czym zabrał się za porządkowanie zabawek.

- Dzisiaj juz sobie odpuszczę - pomyślał i zebrał prezenty w jedno miejsce - nic mi się nie chce. Dobrze, że urodziny są raz na rok.

Przeszedł przez zasuwane drzwi prowadzące z ogrodu do kuchni. Gdzie ten cholerny Max? - pomyślał. Spojrzał jeszcze raz po ogrodzie, ale w pogłębiającym mroku niewiele już mógł zobaczyć. Machnął ręką i zasunął skrzydła drzwi. Naprawdę, czasami wolał, żeby tego psa porwali Obcy.

Alex zawsze lubiła wstawać rano. Przed wszystkimi siadała przed telewizorem, brała płatki śniadaniowe i oglądała kreskówki. Do perfekcji opanowała ciche chodzenie po mieszkaniu, co właśnie wykorzystywała. Zeszła cicho po schodach i skierowała się do kuchni, do ulubionej szafki z płatkami. Dzień właśnie powoli wstawał do życia, a słońce przemykało pomiędzy liśćmi drzew. Dziewczynka patrzyła tak na ogród i zauważyła swoją piłkę w basenie. A obiecał, że wyjmie - pomyślała z lekkim wyrzutem. Podniosła rękę i z trudem odsunęła drzwi na werandę.

- Muszę jeść więcej płatków - powiedziała całkiem serio sama do siebie.

Zeszła po stopniach i bosymi stopami dotknęła trawy wokół basenu. Od poprzedniego wieczoru prezent dryfował po całej jego powierzchni. Alex kucnęła i opierając się jedną ręką o trawę, drugą próbowała dosięgnąć piłki. W kącie ogrodu, tuż przy drzewie, zauważyła znajomy kształt.

- Max! - wstała z klęczek i pobiegła w stronę drzewa - Max, gdzie byłeś? Martwiłam się?

Max się nie ruszał, wydał tylko cichy skowyt. Alex zatrzymała się kilka metrów od niego i wyciągając otwartą dłoń wołała.

- Maxiu, chodź do mnie. Pobawisz się ze mną?

Pies odwrócił łeb, ale dziewczynka nie widziała już tych lśniących oczu, co zwykle. Tuż za uszami wbite były odnóża czegoś, co zasłaniało cały pysk Maxa. Stłumionemu warczeniu, co jakiś czas wtórował organiczny dźwięk, przypominający odgłosy trawienia. Z odsłoniętych zębów spływała gęsta krew, chociaż nie można było rozpoznać skąd pochodzi. Alex zaczęła się bezgłośnie cofać. To, przed czym teraz stała nie przypominało jej psa. Ten Max gdzieś zniknął, a przynajmniej chciała, żeby teraz tak było. Pies obrócił lekko łeb i w tym momencie uścisk pasożyta stał się silniejszy. Wyraźnie było słychać pękanie kości.

Will zerwał się z łóżka i podbiegł do okna. Spojrzał na podwórze, na którym jego córka z krzykiem biegła w stronę domu. Za nią powoli, ale pewnie sunął czarny kształt, który na pierwszy rzut oka mógłby przypominać psa. Mężczyzna zbiegł szybko po schodach na parter, w momencie, kiedy Alex wpadła do domu. Nie zauważyła ojca, starała się jak najszybciej zasunąć przejście. Will objął ją w pasie, odsunął od wejścia i z trzaskiem zamknął skrzydło przezroczystych drzwi. Spojrzał w kierunku ogrodu, później na córkę. Ciężko dyszała, a oczy miała szeroko otwarte.

- Chodź - chwycił ją za rękę i posadził po drugiej stronie kuchennego blatu. - Tu będziesz bezpieczna.

Stanął na palcach i sięgnął po pudełko, które leżało na lodówce. Wyjął z niego Colta 1911 i szybko załadował. Odbezpieczył pistolet i powoli zbliżył się do okna kuchni, które pokrywało całą powierzchnię ściany. Nie mógł uwierzyć, ale to co widział mogło rzeczywiście być Maxem. Smukła sylwetka bardzo go przypominała, ale to, co pokrywało pysk... W życiu nie widział niczego takiego. Czarna masa, która teraz zastępowała głowę psa pulsowała, i z każdym ruchem wypuszczała kolejną stróżkę krwi z ciała swojego żywiciela. Will'owi wydawało się, że jego pies nie ma połowy pyska, ale w tym kłębowisku nie mógł być pewien. Wiedział tylko, że to coś zmierzało w ich stronę.

Max podniósł łeb i w tym samym momencie skoczył w stronę werandy. Błyskawicznie wbiegł po schodkach i uderzył łbem o plastykowe drzwi. Alex cicho jęknęła. Will patrzył z przerażeniem na drzwi, które wyginały się coraz bardziej z każdym uderzeniem. Mogą zatrzymać komary, ale nie takie bydlę – pomyślał. Wycelował w zwierzę i oddał trzy strzały w pysk. Plastykowe drzwi rozsypały się na tysiąc kawałków, a przeraźliwy skowyt przerwał łomotanie. Przez pustą futrynę widać było ostatnie spazmy Maxa, które miotały nim w śmiertelnym tańcu. Mężczyzna podszedł o krok bliżej i oddał kolejne trzy strzały. Zapadła cisza.

Dymiąca kupa mięsa w miejscu pyska psa wywoływała w nim odruch wymiotny. Will nie chciał, żeby jego córeczka patrzyła na coś takiego. Podszedł do niej i objął ją ramieniem.

- Już wszystko dobrze, kochanie. - pocieszał Alex - Już sobie poszedł.

Ojciec zawsze czuje, że jego dziecko chce coś powiedzieć, ale tym razem Alex nie mogła wydobyć z siebie nawet słowa. Mimo, że chciała. Błagalny wzrok dziewczynki mówił wszystko. Chciała znaleźć się jak najdalej stąd. Położył rękę na jej głowie.

- Chodź, pójdziemy na górę. Zaprowadzę cię. - sam się sobie dziwił, jak w takiej sytuacji mógł mówić tak zwyczajne rzeczy. Sytuacja przypominała mu ten marny horror, który oglądał jakiś miesiąc temu. Wtedy się śmiał, teraz już nie. Chciałby już wstać z krzesła w kinie i pójść do domu.

Ale był w domu. Tuż przed sobą znowu coś zobaczył. Nie myśląc długo, wycelował z pistoletu i śledząc wzrokiem przemieszczający się kształt, wystrzelał cały magazynek, dziurawiąc przy tym ściany. Rozglądnął się. Nic się nie poruszało. Usłyszał nagle głośny skrzek i tuż przy jego nogach coś przemknęło. Odruchowo się odsunął i upadł na plecy. Lekko oszołomiony, podniósł się na łokciach. Wtedy zauważył leżącą obok córkę.

- Nie. - szepnął - Nie.

Na twarzy miała coś, co przypominało wielkiego kraba z czterema odnóżami. To samo miał Max. Miał. Will chwycił delikatnie pasożyta, ale ten mocniej zacisnął odnóża na głowie Alex. Wyglądała tak, jakby nic nie czuła. Może jest sparaliżowana? - pomyślał. Jego błądzący wzrok szukał pomocy. Gdziekolwiek, od kogokolwiek. Nie wiedział co robić. Ciemna masa na twarzy dziewczynki pulsowała miarowo.

Mężczyzna wziął córkę na ramiona i, przechodząc przez rozbite drzwi, wyniósł ją do ogrodu. Oby woda pomogła - modlił się w duchu. Mijając zmiażdżone szczątki psa odwrócił głowę, podszedł do brzegu basenu, położył Alex i nabrał w dłonie trochę wody. Krople powoli ściekały na pancerz pasożyta, ale ten niewiele sobie z tego robił.

- Nie chcesz po dobroci, skurwysynu?

Chwycił oburącz skorupę i mocno szarpnął, ale odnóża mocno chwyciły za głowę dziewczynki.

- Trzymaj się, córeczko!

Pociągnął jeszcze raz, ale jedyne co usłyszał to głośne chrupnięcie. Spod jednego z odnóży popłynęła strużka krwi, która po chwili zamieniła się w dużą czerwoną plamę na trawie. Will nie mógł nad sobą zapanować.

- Zaj*bię cię, słyszysz?! Zaj*bię! - wrzeszczał.

Zebrał w sobie wszystkie siły i wyrwał pasożyta z poranionego ciała córki. Jego ostre odnóża momentalnie skurczyły się do wewnątrz ciała, a jedynym odgłosem, jaki wydał, był cichy skrzek. Mężczyzna spojrzał na twarz Alex. Jej głowa była zniekształcona, a z kilku pęknięć na czaszce wydobywała się gęsta wydzielina. Will widząc to nie wytrzymał i zwymiotował do basenu. Podniósł się z kolan, obrócił i upadł na twarz. Trzymał głowę w otwartych dłoniach, po których teraz spływały łzy. Rosłym mężczyzną co chwila targały spazmy płaczu, nie mógł się powstrzymać. Co jakiś czas przestawał, by za chwilę rozpocząć. Całe siły go opuściły, nie mógł się podnieść. Nie miał już po co. Ta mała istota, którą kochał najbardziej na świecie, leżała parę metrów od niego. Ale już się do niego nie uśmiechnie, nie przytuli, nic mu nie zaśpiewa. Mówi się, że w takich momentach człowiekowi przebiega po głowie tysiące myśli. Jemu przebiegła tylko jedna: Alex.

Bezsilny, podczołgał się na czworakach do swojej córki. Objął jej głowę i mocno przytulił do piersi. Podniósł głowę do góry, a łzy ciekły mu po policzkach. Patrzył w niebo, na którym właśnie otwierał się kolejny portal, barwiąc chmury na niesamowite kolory. Kolory, na które z takim zachwytem patrzyła wczoraj ośmioletnia dziewczynka.

Tekst napisał corell
Wszystkie prawa zastrzeżone


Nick:

Komentarz:

 
Protected by BOWI Group
Copyright © 2002-2009 Leon
Wszystkie prawa zastrzeżone