Alyx exp
Część pierwsza
Początek
Ciemność, tak tylko to czuła. Czuła? Tak, zabawne jak bardzo człowiek potrafi
niedorzeczne myśli aprobować w obliczu nieuniknionego. Bo co do tego, ze oto
nastąpił kres możliwości Alyx nie trzeba było przekonywać. Mimo całych swoich
umiejętności, sprytu i inteligencji nie zdołała przeżyć na tyle długo by ocalić
Gordona. "To moja wina" myslała cały czas. "To przezemnie Gordon wszedł do
Cytadeli". Te mysli jak długie ostro zakończone sztylety raniły jej dusze. Co
ciekawe, ból był, on istniał co przepełnionemu sprzecznymi informacjami umysłowi
cięzko było zakfalifikowac jako realne zdarzenie. Złapała się za serce i ze
zdziwieniem poczuła dotyk szorstkiego materiału jej kamizelki. "Co to ma
znaczyć?" gorączkowo myślała nie znajdując odpowiedzi. "Jeżeli to jest smierć,
to czemu czuję. Czemu potrafię... czuć." Ostatnie mysli przygłuszyło wspomnienie
Gordona. Tak słyszała o nim dawno przed jego przybyciem do C17. W nocy kiedy
była jeszce dzieckiem ojciec często opowiadał jej o niezwykłych wyczynach tego
człowieka. Mimo iż usilnie starała się wyobrazić jak ten człowiek wygląda nigdy
nie potrafiła wyobrazic sobie go ubranego inaczej niż w HEV. Zawsze w nim,
zawsze z łomem w dłoni, przedzierający się przez hordy obcych. W tym momencie
Eli usmiechał sie głaszcząc ja po głowie
- Tak mój skarbie to jest prawdziwy bohater. On uratował nas wszystkich.
Pytała wtedy kiedy znów przybędzie i ich uratuje.
- Juz wkrótce księzniczko, juz wkrótce. - I z dziwnym zamyślonym usmiechem
odchodził od jej łózka by dac sie pochłonac pracy. Nie ma co ukrywać zakochała
się młodą szczeniacka miłościa w tym bohaterze i wyczekiwała z niecierpliwością
dnia w którym zobaczy na własne oczy.
Czas mijał a ona powoli zapominała o swoim bohaterze z dziecięcych lat.
Tymczasem uczyła sie obsługi broni i sztuk walki. Wiedziała, ze będzie musiała
kiedys stanąc do walki z Kombinatem jako przywódczyni rebeliantów. Na szczeście
los nie poskąpił jej równierz zdolności umysłowych. Więc kiedy skończyła
dwadzieścia lat jej poziom wiedzy zaskakiwał nawet doktora Kleinera. Ochoczo
więc pomagała mu skompletować części do nowego teleportu. Osobiście nie wierzyła
za bardzo w możliwość zbudowania tak skomplikowanego urządzenia w warunkach
niemalże domowych. Jednak zapał z jakim Izzy pracował dnie i noce nad swoim
dzieckiem udzielał sie też Alyx.
Wreszcie pewnego dnia miał ruszyć, Alyx własnie zainstalowała ostatni moduł
teleportu kiedy doktor Kleiner wezwał ją do monitora.
- Alyx zobacz kto przyszedł. - gestem zaprosił ją na miejsce obok siebie i
wskazał monitor. Tam obok Barneya stał... stał Gordon Freeman!
- Sprowadź go tu bezpiecznie Alyx - przerwał dotykając rękami ramieni Alyx - on
jest niezbędny do rewolucji.
Alyx przytakneła, ale juz jej nie było. Biegła z duszą na ramieniu. "Wreszcie
poznam doktora Freemana" myślała gorączkowo nie zdając sobie sprawy, że pewno
dawno zagrzebane ziarno znów wypuszcza pędy.
Przeszedł ja lodowaty dreszcz, jakby krzyczał: "Obudź się i zobacz w jakiej
sytuacji jesteś". Usmiechnęła sie na wspomnienie tamtych cięzkich ale i równierz
radosnch czasów. Teraz dopiero mogła przyznac się samej sobie z uczucia którego
żywiła do Gordona. Teraz jednak wszystko juz stracone. "Nie ma Gordona, Cytadeli
a w raz z nia Judith i taty." Nie wiedziła nawet, ze juz nie stoi, ze lezy i
płacze. Nie czuła łez bo i nie było to wazne. Prawdzie wazne była tragedia
rozgrywająca sie we wnętrzu jej umysłu. Załamanie nerwowe walczyło ze zdrowym
rozsądkiem. "Jeżeli nie żyję to wszytskich spotkam." mówił jej rozsądek. "Nie
okłamuj się kto ci powiedział, ze po śmierci spotykasz swoich bliskich?"
szydziło z niej załamanie. "Śmierć, śmierć czy to jest smierć" pytała samą
siebie tak pragnąc poznac odpowiedź. "Tak, ale nie wszystko stracone." pocieszał
ją zdrowy rozsądek "TAK!!! I co teraz zrobisz załamiesz się? I dobrze to jedyne
co możesz w takiej sytuacji zrobić." załamanie było blisko. "Nie wierzę, to nie
prawda, chociaz pozwólcie mi zobaczyć się z Gordonem po raz ostatni." mówiła
głośno, wręcz krzyczała ale to nie było ważne. Chciała aby jej głos dotarł do
kogoś, kogokolwiek który żądził światem. "Pytasz się Boga?" załamanie
zaatakowało. "Tchórz, jak śmiesz, jestes nic nie wartym pyłkiem. Jesteś niczym
rozumiesz! NICZYM!" rozsądek nadal walczył. "To ja jestem odpowiedzią ja jestem
jedyna drogą. pozwól zapomniec pozwól odpocząć, nie męcz się." głos stał sie
słodki tak pociagający "Gordona chce zobaczyc Gordona." majaczyła jakby tlił się
w niej jeszcze płomyk nadziei. "Gordona nie ma i nie było, zrozum to! Jestes tu
tylko ty i ja" już prawie, juz zaraz nie będzie bólu. "Zapadnij się w nicość,
zapomnij swoje życie to zapomnisz o tym co cię boli." był w jej głowie,
przejmował jej osobowość. "Gordon, Gordon" rozpaczliwie myslała. Ciche kroki?
Tak słyszała powolne niespieszne kroki kogoś. "Ktoś tu jest?" wyszeptała
dżwigając się na łokcie. Nie było żadnego odgłosu wszystko ucichło. Juz miała
pograzyc sie bez reszty w słodkim głosie szaleństwa kiedy usłyszała głos:
- Panno Vance naprawdę... - cichy świszczący głos, Alyx zamrugała odpędzajac
resztki mgły łzowej - ...zostawić panią na pare minut i juz prawie wpadła pani w
objęcia szaleństwa. - postac pokręciła głową z dezaprobatą.
- Kim pan jest? - z trudem wydukała nie za bardzo wiedząc czy nieznajomy ją
słyszy.
- Kim jestem? - przez ułamek sekundy na twarzy nieznajomego zawitało zdziwienie
-
Jestem... no cóż bardzo mi przykro ale nie moge powiedzieć. - człowiek
usmiechnął się.
- Czego zatem chcesz odemnie? - Alyx wyraźnie czuła siłę swojego głosu.
- Panno Vance, obserwowałem z podziwem pani starania w tej khem beznadziejnej
walce z Kombinatem.
Alyx natychmiast poczuła uczucie oburzenia
- Beznadziejnej? Co przez to rozumiesz? - juz nie lezała a stało z dumnym
wzrokiem wbitym w nieznajomego z teczką.
- Skupiliscie, sie na oswobodzeniu własnego świata zapominając o innych. - Alyx
była oszołomiona "O czym on gada?" gorączkowa myślała. - Oczywiście nie ma
błędów których nie mozna naprawić. - kolejny usmiech - Wysłano mnie tutaj z
pewną... misją. - człowiek poprawił krawat i zaczął powoli zbliżac sie do Alyx.
Ta chciała się cofnac ale z przerazeniem spostrzegła, że nie może sie ruszyć.
"Co jest do..." panika powoli przenikała jej umysł.
- Prosze się nie obawiać. - spokojny głos niznajomego uspakajał ja mimo iz tego
sama nie chciała - Ma pani do wyboru, i musze zaznaczyć, ze jest to wybór
znacznie... sprawiedliwszy niż ten którego musiał swego czasu dokonać... no cóż
jego imie niech pozostanie na razie tajemnicą - kolejny usmiech.
Alyx doskonale widziała jego oczy, blado niebieskie. Prawie martwe, nie one były
martwe.
- Jaki wybór? - zapytała spokojnie sama dziwiąc się stabilności swojej psychiki.
- Prosty, albo zostanie pani tutaj na zawsze, albo pomoże nam... mi zwalczyć
imperium KOmbinatu. - nieznajomy złożył ręce z tyłu tak, że Alyx nie mogła
widziec co robi za plecami.
- To jest chyba oczywiste co zdecyduję. - przytakneła - Od urodzenia walczę z
Kombinatem więc powiedz mi gdzie mam iść.
Człowiek odszedł od niej na pare metrów, połoz
ł sobie pod nogami teczkę i ja
otworzył. Natychmiast zaczeły wydobywac się z niej róznorakie światła. "Portal?
Taki mały?" przemknęło przez myśl Alyx.
- Tak to portal, znacznie bardziej zaawansowany technicznie od tego waszego czy
tego Kombinatu. - podniósł rękę i uwolnił Alyx. - Jest jeszcze jedna rzecz. -
nieznajomy poprawił krawat - Nie może pani dokonac tego wyboru ponownie. To jest
ostateczna decyzja. - Alyx wpatrywała się w niego ze zdziwieniem.
- Jakie są inne mozliwości? - przez chwilę nic się nie działo, aż nagle
nieznajomy ponownie się odezwał:
- Jak wspomniałem, może tu pani zostac i... zapomnieć o wszystkim. Jak nie ma
wspomnien nie ma i bólu. - Alyx gwałtownie potrząsneła głową
- Nie mogłabym tego zrobić, nie po tym czego Gordon i inni dokonali. - oczy
człowieka na moment zalśniły jakby mu się cos nagle przypomniało.
- Tak własnie podejrzewałem. Zapraszam. - wskazał jej teczkę. Alyx weszła w
portal nie słysząc rozpaczliwego krzyku kogoś kto równierz musiał podjąc taka
decyzję, wiele lat temu.
Tekst napisał kubik
Wszystkie prawa zastrzeżone
|