|
|
||||||||||||||||
|
RetrospekcjaCharakter: tajemniczy; fantastyczny Część pierwszaZ mroków wyłoniła się mglista, świecąca postać przypominająca ducha. Jej twarz była dość wyraźna, tors i ręce nieco mniej, a nogi zupełnie rozpływały się w powietrzu, jakby były zrobione z mgły. Postać uśmiechnęła się. Mózg Freemana pracował coraz szybciej i uruchomiły się podstawowe procesy kojarzenia. Zaraz, skąd ja go znam? Następne systemy komórek nerwowych wracały do pracy. Tylko jeden człowiek ma taki uśmiech. To na pewno... - Dzień dobry, doktorze Freeman - postać rozbłysnęła fioletowym światłem. - Czas wstać. Gordon nabrał powietrza i próbował się poruszyć - bezskutecznie.Nie miał władzy nawet nad swoimi oczami . - Jestem winny panu drobne wyjaśnienia. Jestem agentem Miedzywymiarowego Ruchu Oporu, a pan, jako jedyny człowiek, ma siłę do zniszczenia kosmicznej zarazy zwanej Kombinatem - G-Man stał się lekko żółtawy, by za chwilę zaświecić światłem czerwonym. - Proszę mi wybaczyć, że nie powiedziałem tego wcześniej. Freeman czuł pewien niedosyt. Tylko tyle? Ciągle z niedowierzaniem patrzył w oblicze G-Mana. Czy to hologram? Żeby to sprawdzić, musiał go dotknąć, ale jego ciało wciąż odmawiało posłuszeństwa. - Potrzebujemy dane z komputera w recepcji Laboratorium Anomalnych Materiałów oraz z laptopa doktora Breena. Przecież już ich nie ma. Breen zginął, a Black Mesa została zniszczona. G-Man odsunął się o jakiś metr do tyłu i lekko przygasł. Trudno powiedzieć "odszedł", bo wcale nie poruszył nogami; po prostu odleciał. Wyjął z kieszeni jakiś czarny, kulisty przedmiot. Przysunął się do Freemana trochę bliżej niż przedtem. - To jest teleporter - podniósł go na wysokość oczy Freemana swoją półprzejrzystą ręką. Puścił, a czarna kula unosiła się w powietrzu. Była tak czarna, że Gordon widział jedynie ciemne kółko wielkości piłki od tenisa na tle świetlistego ciała G-Mana. - Gdy już pan zdobędzie dane z recepcji, proszę go przycisnąć mocno do piersi, a zostanie pan przeniesiony w pobliże gabinetu Breena. Jeszcze raz zaczął się powoli oddalać i przygasać, jak gasnąca żarówka podłączona do za słabej baterii. W głowie Freemana kłębiły się setki pytań. Co on znowu wymyślił? Jak mam to zrobić? - Byłbym zapomniał - uśmiechnął się łagodnie, choć Gordon ledwo widział zarys postaci. - Nikt nie może zobaczyć dwóch Freemanów w jednym miejscu! Nie wolno panu niczego zmieniać! - kolory opuściły wizerunek tajemniczej postaci. Wyglądał jak ruchome zdjęcie w czarno-białej gazecie. - Może to się panu wydać dziwne i niezrozumiałe, ale spał pan - rozbłysnął - minus siedemnaście lat... - i zgasł. Tekst napisał Dr Vector
|
|
Protected by BOWI Group Copyright © 2002-2009 Leon Wszystkie prawa zastrzeżone |