|
|
||||||||||||||||
|
Alternatywna historiaCzęść pierwszaGordon otworzyl oczy, zobaczyl betonowy sufit bedacy dosyc blisko.Pomyslal ze pomieczenie musi byc dosyc niskie. Potwornie bolala go glowa. A wlasciwie od czego? Ostatnia rzecza jaka pamietal byl atak Kombinatu na jedyna pozostala kryjowke rebeliantow.Ostatnio cala ta wojna nie szla zbyt dobrze, wiele tracili, malo zyskiwali.Gordon powoli przypominal sobie szczegoly ostatnich zdarzen, bronili sie z Alyx i Barney'em na barykadzie zrobionej z szafek i stolow, byla budowana w pospiechu...ile cennych rzeczy zostalo zniszczonych w trakcie zrzucanie wszystkiego ze stolow.Ale Freeman nie zaprzatal sobie tym glowy, przypominal sobie co sie stalo.Ostrzeliwali sie dlugo ale nagle miedzy nich niewiadomo skad wpadl manhack, odskoczyli na boki i wpatrywali sie w to urzedzenie, w koncu Barney uderzyl go strzelba stracajac na ziemie, dobil kilkoma ciosami.Wstali aby kontynuowac obrone ale zolnieze kombinatu byli juz zbyt blisko, kilko zginolo od celnych strzalow ale wielu przeskoczylo przez barykade, Alyx zostala obezwladniona prawie od razu.Barney bronil sie troche dluzej ale takze szybko powalili go na ziemie.Gordon bronil sie uderzajac kolba karabinu ale szybko go stracil.Wyciagnal wiec lom, zolnierz ktory sie na niego rzucil szybko pozalowal ze nie docenil tej staroswieckiej broni.Krew bryznela na sciane, zolnierz upadl, spod maski wylewala sie krew.Stal przyparty do muru, otoczony przez zolnierzy ktorzy w niego celowali ale nie strzelali. Czemu nie strzelaja?? - pomyslal - moze chca mnie zywcem?? Musze wykorzystac ten moment. Po czym zatoczyl luk lomem powalajac wiekszosc zolnierzy i rzucil sie do ucieczki.Biegl najszybciej jak potrafil, dzieki kombinezonowi zostawil ich daleko w tyle.Ale naprzeciwko niego pojawili sie nastepni.Cholera, wszyscy musieli polec skoro sa w srodku - pomyslal. Zatrzymal sie i wpatrywal sie w zolnierzy, zaraz nadbiegli Ci ktorzy go gonili.Postanowil zastosowac jeszcze raz ten sam sposob.Zatoczyl luk lomem, niestety jeden z zolnierzy postanowil zablokowac atak, nie mial co prawda szans bo HEV dawal ogromna sile ale lom utkwil w jego ciele.Zolnierze rzucili sie na Gordona, dostal czyms ciezkim w glowe i zemdlal.Obudzil sie tutaj.Postanowil wstac, teraz zauwazyl ze nie pokoj jest niski a jego lozko jest na pewnej wysokosci, w sumie ciezko to nazwac lozkiem, byla to raczej prycza.Zauwazyl ze nie ma HEV'a.Zeskoczyl z lozka. Widze ze sie obudziles - uslyszal glos Barney'a - powiem Ci cos, to koniec, cholerny koniec. Jak to - odpowiedzial lakonicznie, byl bardzo zmeczony - co sie stalo?. Jak to co? - odpowiedzial Barney - Przegralismy, jest po nas stary, Breen zaprojektowal dla nas specjalne krzeselka egzekucyjne, jestesmy ostatnimi zyjacymi rebeliantami Gordon. Tylko my dwaj?? - Gordon wciaz nie mogl uwierzyc - a co z reszta?? No nie tylko my dwaj - powiedzial Barney - zostala jeszcze Alyx, Kleiner i Eli, reszta nie zyje. Kiedy egzekucja - spytal niepewnie Gordon. Za 3 godziny - odpowiedzial Barney - nie mysl nawet o ucieczce, nie da sie.Radze Ci zrob cos na co przez cale zycie nie miales czasu.Ja ukladam kostke rubika, nigdy wczesniej tego nie robilem, mam nadzieje ze mi sie uda. Gordon siedzial na pryczy ze spuszczana glowa przez cale trzy godziny.Jego mysli bladzily po black messie, miescie 17, xen'ie, po wszystkich tych miejscach ktore zwiedzil od momentu kaskady rezonansowej.Zdal sobie sprawe ile zyc odebral, chcial przeciez zostac naukowcem, chcial polepszac ludzkie zycie...zycie.To nie dawalo mu spokoju, jak to sie stalo??Czemu nie zginolem w czasie eksperymentu?? Czemu nie zabili mnie zolnierze gdy chcialem uciec z black messy?? Czemu udalo mi sie uciec z tej zgniatarki.Czemu...czemu g_man nie mogl zostawic mnie w spokoju?? Podly sukinsyn, to wszystko jego wina...gdyby nie on.Nie, on walczy z kombinatem, naszym wrogiem, to nie jego wina.Tyle mysli przechodzilo przez jego glowe. Jego rozmyslania przerwal wredny glos straznika - Dobra, to juz koniec,
ruszac sie, mamy dla was cos specjalnego. Ciekawa jak dzialaja - pomyslal mimo wolnie Gordon. Barney zostal posadzony na krzesle ktore stalo najbardziej na prawo.Gordon posadzony zostal na srodkowych, teraz Barneya mial po swojej lewej. Breen stal za szyba razem z kilkoma zolniezami w pomieczeniu znajdujacym sie
jakies 3 metry nad ziemia.Bezposrednim sasiadem Freemna'a po lewej byl
Kleiner.Na jego kolanach siedziala Lammar.To niezwykle...czyzby ten
headcrab...mial uczucia??Czul przywiazanie to tego czlowieka?? Krzeslo
bezposrednio po prawej bylo puste...ale wiedzial dla kogo jest przeznaczone bo
na nastepnym siedzial Eli.Do sali weszli zolnierze prowadzac Alyx.Mimo tak
beznadziejnej sytuacji starala sie wyrwac, uciec...jej upor byl bezcelowy co
Gordon doskonale wiedzial.Gordon stal sobie sprawe ze co drugie krzeslo jest
cofniete, tak aby on mogl widziec wszystkich. Do kazdego ze skazancow podszedl zolnierz.Ten ktory podszedl do Gordona niespodziewanie odezwal sie. Zachowaj spokoj, posilki sa juz w drodze - rozpoczal - g_man wszystko zaplanowal, wydostaniemy was z tad, ciiii niz nie mow, po prostu nie trac nadzieji. To jakis zart - pomyslal Gordon - jakie posilki, przeciez rebelia upadla? O czym on mowil. Zolnierze odeszli, Breen zaczol przez mikrofon wyliczac przewinienia, ale
Gordon go nie sluchal, zastanawial sie o czym mowil zolnierz. Naiwny glupiec - pomyslal Gordon - co za duren i ignorant. Przez krzesla Eliego, i Barney'a przeszly dwa potezne kolce. A wiec tak to dziala - pomyslal Gordon - maszyna diabla. Widzial ze Eli zmarl,
ale Barney wciaz zyl.Wił sie, i skrecal, ale nie krzyczal, nie chcial dac
Breenowi tej satysfakcji.Nagle w pomieczeniu Breena cos sie wydarzylo, jakis huk
i jeden z zolnierzy padl, reszta sie obrocila i zaczela strzelac.Breen odwrocil
sie na chwile, po czym wcisnal jakies guziki i nagle plama krwi pojawila sie na
szybkie...Breen zostal zabity, ot tak po prostu.Ale Gordon nie myslal o tym,
poczul ogromny bol ponizej klatki piersiowej i zobaczyl wielki zakrawiony pret
wystajacy z jego ciala.Chwile potem usyszal huk teleportow, pojawily sie przed
nim stworzenia jakich nigdy wczesniej nie widzial.Ogromne stwory na czterech
umiesnionych nogach ktore trzymaly w powietrzu jakby platforme, z ktorej
wychodzil cieniutki jakby kregoslup na ktorym opieral sie potezny tors z
poterznymi ramionami.Na kazdym z nich stwor mial zamocowane dwa poterzne dziala
z ktorych wciaz wydobywaly sie zielone plomienie.Wydawaly przy tym dziwny
dzwiek...cos...cos jakby..smiech?? Tekst napisał zEB
|
|
Protected by BOWI Group Copyright © 2002-2009 Leon Wszystkie prawa zastrzeżone |