Bąbliniec 2005

Tam, gdzie kończy się cywilizacja, zaczyna się zupełnie inny świat. Nie ma tu pieniędzy, telewizji ani czasu, którego wiecznie brakuje. Są namioty, drzewa, słońce i krzyż na środku polany. Tu mieszka załoga okrętu Stella Maris.

Już kolejny raz w małej wsi Bąbliniec zorganizowano obóz pod namiotami. Załoga z każdym rokiem jest coraz większa - tym razem liczyła sześćdziesięciu uczestników.

Witamy

Pod domem wspólnoty RSMU powitał mnie wujek Boguś, moderator obozu, a po kilku minutach drogi przez las dotarliśmy do namiotów. Po rejestracji w recepcji, animator Krzysztof zaprowadził mnie  do odpowiedniego namiotu, gdzie poznałem Tomka-zastępowego. Koło dwunastej, gdy już wszyscy dotarli na miejsce, zebraliśmy się na apelu powitalnym. Komendantem był, jest i będzie Jan Frąckowiak, a oboźnym Alan.

Nasze pierwsze zadanie polegało na przygotowaniu sztandaru, oraz nazwy dla każdego z sześciu zastępów. Malowideł na prześcieradłach... ekhm... sztandarach, mógłby pozazdrościć sam Picasso.


Plac apelowy; widok na myjnię

Pogodny wieczór

Każdy z zastępów miał codziennie do wykonania jakąś służbę. Oprócz zmywania garów lub czyszczenia latryn, była też kronika do uzupełnienia i pogodna służba. Nie chodzi o prognozowanie pogody, ale o zorganizowanie jakichś integracyjnych zabaw na wieczór.

Na pochwałę zasługuje kol. Rafał za przygotowanie pięknego opowiadania "Dokąd płynie rzeka Pad?" przy muzyce z Władcy Pierścieni. Opowiada o dzikiej kaczce imieniem Kłębuszek, która postanowiła sprawdzić, gdzie kończy się rodzinna rzeka. Zmagała się z przeciwnościami losu i krytycznymi uwagami o bezsensowności tego przedsięwzięcia, aż w końcu dopłynęła do morza, ucząc się wielu przydatnych umiejętności.

Kiedy ranne wstają zorze

Na "dzień dobry" zastępy pierwszy i drugi pełniły wartę nocną. Mimo że w losowaniu dostałem godzinę w środku nocy, to po znajomości załatwiłem ostatni dyżur, tj. od piątej do szóstej.

O 4:45 ktoś mnie obudził, ale przyzwyczajony do wstawania kilka godzin później, wygrajdać się nie mogłem. Czułem się jakby mnie przejechał asfaltowy walec. Gdy już doszedłem do siebie, miałem okazję oglądać jedno z najpiękniejszych zjawisk - wschód słońca na skraju lasu. Światło bardzo ładnie przenikało między gałęziami i podświetlało drzewa.


Wschód słońca nad lasem

Widok wspaniały, ale temperatura niska. Ubrany w polarową bluzę, stałem na polu i łapałem światło jak roślina. Po szóstej znowu poszedłem spać.

Dzień pierwszy

Ktoś zaczął rąbać z całej siły w kawał blachy zawieszony na maszcie.

- Wstawać! Rozgrzewka!

Zwykle każdy dzień zaczynał się od rozgrzewki. Bez niej niektórzy pewnie by się wcale nie obudzili.

Oznaczając dzień przyjazdu cyfrą zero, możemy uznać ten dzień za pierwszy. Przyniósł on wiele nowości - między innymi kurs sternika. W pobliskiej kaplicy czytaliśmy Pismo Święte. Rewelacyjny pomysł - w ciszy kaplicy mogliśmy się skupić dwa razy lepiej niż w namiocie.

Niezły hardkor

Żyliśmy tu jak ludzie sto lat temu. No, może trochę przesadziłem, ale jedynym dozwolonym sprzętem elektrycznym była latarka. Wszelkie walkmany, discmany i komórki były zakazane.

Myjnia to namiot z czterema kabinami i wieloma miskami. Po rozkazie: "myć się!", zastępowy szedł z miską do kuchni i rozlewał wrzącą wodę innym. Ze względu na skąpe ilości ciepłej wody lub jej brak myliśmy się czasami w wodzie chłodnej. Największym hardkorem było mycie głowy pod kranem. Za pierwszym razem woda wydawała mi się lodowata. Potem jakoś się przyzwyczaiłem i żadne zimno mnie nie ruszało.

 
Latryny i myjnia

Porządek musi być

Podczas musztry na porannym apelu drugiego dnia pojawiła się nowa komenda:

- Animatorzy wystąp!

Sześciu animatorów wraz z oboźnym poszło skontrolować porządek w namiotach. Gdy ktoś miał syf, robili pilota - całe łóżko lądowało do góry nogami. Mnie też raz tak zrobili :)

Rarunku! Lord Vader!

Cicho wszędzie, głucho wszędzie - środek nocy. Niespodziewanie zastępowy budzi cały swój zastęp i każde natychmiast wyjść na plac apelowy. Nawet nie było czasu żeby założyć gacie. Na placu zakapturzona postać kazała nam ustawić się w rzędzie.

- Wszyscy milczeć!

Zabrali od nas latarki i w atmosferze terroru przeprowadzili pod basztę, a potem za myjnię. Kilku oprawców wybrało jakiegoś chłopaka i kazali mu iść w ciemności przez las. Gdy już całkowicie zniknął mi z oczu, usłyszałem głos:

- Ratunku! Lord Vader!

Po upiornym spacerze każdy chrzczony miał wypić kubek piołunu i przejść przez inne tortury. Na końcu wędrówki było coś na kształt ołtarza i tronu, gdzie komendant chrzcił każdego nowicjusza.

- ...możesz pocałować laskę komendanta.

Arcybiskup

Następnego dnia organizatorzy pozwolili nam spać o godzinę dłużej i na szczęście nie było rozgrzewki. Za to mieliśmy wszystko dokładnie wysprzątać, bo przyjeżdżał gość specjalny. Ksiądz arcybiskup metropolita poznański Stanisław Gądecki odprawił poranną mszę, a następnie odwiedził nasz obóz. Powitaliśmy go piosenką "Bądź pozdrowiony gościu nasz". Pospacerował sobie między namiotami i porozmawiał z nami.

Gdy odszedł, postanowiłem wraz kilkoma osobami wykonać misternie przygotowany plan. Dogoniliśmy arcybiskupa i poprosiliśmy o podpis na trójkątnych chustach :)

Podróże

W ramach pogodnego wieczoru, czwartego i piątego dnia odwiedził nas ksiądz, który pokazał film z jego wycieczki po Indiach śladami Matki Teresy. Trzeba przyznać, że film był wykonany wzorowo, a ksiądz bardzo ciekawie opowiadał. Telewizor na skraju lasu pod gołym niebem wyglądał oryginalnie :)

Następnego dnia spotkaliśmy się z misjonarzem z Botswany, kraju w południowej Afryce. Pokazywał slajdy i opowiadał różne rzeczy, ale czasami przynudzał.

Jedzenie

Obiad to chyba najlepsza rzecz na tym obozie. Kucharz jest prawdziwym mistrzem w swoim fachu! Ani razu nie było czegoś, co by mi nie smakowało, a największym rarytasem były szaszłyki i racuchy.

Szkoda tylko, że potrawy były podawane na plastikowych talerzach i jadło się jednorazowymi sztućcami. W ten sposób na wysypisko trafiały kilotony praktycznie nieużywanego plastiku. A to wszystko wymogi sanepidu!


Od lewej: kuchnia polowa, jadalnia, zmywalnia


Jadalnia w środku

Służba wartownicza

Dzień piąty minął dla naszego zastępu pod znakiem warty. Widok wschodzącego słońca tak mnie urzekł, że znowu wziąłem wartę od piątej do szóstej.

Wartę pełniłem także, gdy wszyscy z obozu wyszli. Czas na drobne nagięcie regulaminu - aparat w komórce. Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym reportażu zostały zrobione podczas warty.

Gdy namioty wyludniały, miałem dwóch miłych gości - Mariannę i Mariannę, które przebywały wtedy w domu wspólnoty RSMU. To były niestety jedyne dziewczyny, jakie miałem okazję poznać. Najpierw jest obóz dla chłopaków, potem dla dziewczyn. Głupia sprawa.

Niebo zaszło chmurami, zawiał chłodny wiatr - idzie burza! Gdy pozamykaliśmy wszystkie okna i schowaliśmy pranie do myjni, zaczęło padać. Całą noc lało i waliły pierony! Wyobraź sobie, że leżysz pod namiotem, a przez ściany widzisz błyskawice.

Tak się złożyło, że akurat tej nocy wszyscy mieli pełnić wartę honorową przy Najświętszym Sakramencie. Obudzili mnie o pierwszej w nocy i w deszczu poszliśmy do kaplicy. Należy pamiętać, że wstałem przed piątą poprzedniego dnia i byłem na nogach przez dziewiętnaście godzin! Pod godzinie snu, na warcie wiedziałem dokładnie, co miał na myśli mistrz Yoda mówiąc: "Luke, z myśli oczyść umysł!". Miałem kompletną pustkę w głowie.

Rozgrywki

Kto chciał, mógł wziąć udział w turnieju piłki nożnej, siatkówki lub ping ponga. Oczywiście, można było grać pozaturniejowo.

Oprócz tego, animatorzy zorganizowali różne konkurencje - ringo, rzut dyskiem, podbijanie piłki od ping ponga, skakanka. Najbardziej oryginalne było strzelanie z własnoręcznie wykonanego łuku. W tarczę trafiła tylko jedna osoba - Adi z mojego zastępu.

Fajny był bieg patrolowy, ale "bieg" był tylko w nazwie. W tej konkurencji cały zastęp miał do wykonania różne zadania. Nagrodami były jogurty.

Modlitwa wstawiennicza

Nigdy wcześniej nie słyszałem o czymś takim, a to bardzo fajna sprawa. Kilka osób modli się w Twoich intencjach. Możesz poprosić o zdrowie dla siebie lub kogoś, dobrą sytuację materialną i inne rzeczy dla Ciebie oraz Twojej rodziny.

Tarzan w namiocie

Wszystkie namioty - no, z wyjątkiem kuchennego i zmywalni - to wojskowe tunelowce, oparte na szkieletowej konstrukcji, przypominające kręgosłup wraz z żebrami. Wbrew pozorom taka konstrukcja jest bardzo wytrzymała i stabilna. W namiocie jadalni wspinaliśmy się po żebrach i trzymając się rękami kręgosłupa, bujaliśmy się po całym namiocie. Raz wszedłem sam. Widziałem też dwóch wiszących na stelażu, a słyszałem, że kiedyś weszło nawet trzech naraz.

Wszystkie namioty są zaimpregnowane, a niektóre mają podszycie ocieplające. Namioty mieszkalne są wyposażone w okna  z okiennicami. Trzeba tylko uważać przy otwieraniu - okna można łatwo połamać.


Mój namiot

Zielona noc

I znów nas obudzili w środku nocy. Na szczęście można było mieć latarki. Alan wywiózł każdy zastęp w bagażniku swojej terenówki. Jazdaaa! Zupełnie jak na rajdzie. Rzucało nami na wszystkie strony. Najlepsze było pytanie retoryczne:

- Kto się spier*****?!!

Dochodzenie w toku.

W środku lasu bawiliśmy się w podchody, a potem szukaliśmy paczek z cukierkami na terenie obozu. Ogólnie było fajnie, ale jak już nas budzili w nocy, to mogli przygotować trochę dłuższe podchody.

Carpe Diem

Czego uczy taki obóz? Doceniać to, co się ma. Po powrocie docenisz, że masz cztery ściany i dach nad głową, a ciepły prysznic będzie przyjemnością, dobrodziejstwa techniki staną się luksusem. Umiejętność dostrzegania dobrych stron życia w Polsce powoli zanika - większość Polaków jedynie marudzi i krytykuje. Trzeba odświeżyć stare hasło Carpe Diem.

Zadziwiające jest, że imprezy religijne cieszą się coraz większą popularnością wśród młodzieży. Sinusoida kultury europejskiej Krzyżanowskiego pokazuje, że epoki racjonalne na przemian mieszały się z religijnymi. A więc po ateistycznej erze II Wojny Światowej i komunizmu, musi znowu przyjść czas wiary. Może Bąbliniec, Lednica i wspólnota RSMU to początek nowej epoki?

Tekst napisał Leon
Wszystkie prawa zastrzeżone


Nick:

Komentarz:

 
Protected by BOWI Group
Copyright © 2002-2009 Leon
Wszystkie prawa zastrzeżone