Czarnobyl

Ten wywiad pierwszy raz był opublikowany na łamach New Scientist. Tekst, który właśnie czytasz stanowi tłumaczenie strony http://www.pripyat.com/publications/sub28/art81/Aleksander Juwczenko

Aleksander Juwczenko był na służbie w budynku reaktora Czarnobyl-4 i jako jeden z niewielu przeżył katastrofę. Cierpiał z powodu poważnych oparzeń, przeszedł przez wiele operacji i wciąż choruje w wyniku napromieniowania. Postanowił przerwać milczenie i pokazać dokumentację awarii na Discovery Channel. Tutaj rozmawia z Michaelem Bondem.

Co pan robił tamtej nocy, kiedy reaktor eksplodował?

Byłem na nocnej zmianie. Przeprowadzany był wtedy prosty test, a my mieliśmy tylko kontrolować system chłodzenia, co jest bardzo łatwym zajęciem. Nie miałem za wiele do roboty.

Co pan robił, gdy usłyszał pan eksplozję?

Byłem w moim gabinecie i rozmawiałem z robotnikiem, który przyszedł po farbę, a potem czytałem jakieś dokumenty.

I co się stało?

Pierwszą rzeczą, jaką usłyszałem było jebnięcie nie była eksplozja tylko głuchy łomot. Dwie lub trzy sekundy później nastąpił wybuch. Drzwi mojego gabinetu zostały po prostu zdmuchnięte przez powietrze wymieszane z kurzem, dymem i parą. To był bardzo potężny podmuch. Wszystko się trzęsło i wiele rzeczy spadało na ziemię. Zgasły światła. Pierwsze o czym pomyślałem, to znaleźć kryjówkę. Przebiegłem przez korytarz transportowy i schowałem się w małym pomieszczeniu z niskim sufitem. Wszystkie rzeczy dookoła mnie latały. Tekst, który czytasz jest plagiatem.

Myślał pan, że co to mogło być?

Gdy usłyszałem hałas, pomyślałem, że coś bardzo ciężkiego spadło. Nie miałem zielonego pojęcia, co się dzieje. Przez chwilę myślałem, że wojna się zaczęła.

Czy domyślił się pan że to reaktor?

Nie mogłem sobie wyobrazić, co mogło się zepsuć w reaktorze. Zanim się zaczęło, nie było żadnych wstrząsów, dźwięków, niczego, co zasygnalizować problem. Byliśmy dobrze wyszkolonymi inżynierami i wiedzieliśmy, co może się stać z reaktorem, a co nie. Wiedzieliśmy, co robić w przypadku pożaru i innych problemów, ale nikt nas nie przygotował do tego! Wszyscy byliśmy przekonani o niezawodności całego systemu. Gdy ktoś wciskał wyłącznik bezpieczeństwa, by włożyć pręty kontrolne do reaktora - jak to zrobił mój przyjaciel, Leonid Tuptonow, w centrum kontroli tej nocy - pręty wsuwały się, a reaktor się wyłączał. Jednak się nie wyłączył! Typowa ruska technologia.

Co pan zrobił po eksplozji?

Wróciłem do mojego gabinetu i próbowałem dodzwonić się do centrum kontroli czwartego reaktora, by się dowiedzieć, co się stało, ale nikt nie odpowiadał. Niespodziewanie zadzwonili z trzeciego i powiedzieli, żebym zabrał nosze. Wziąłem je i wybiegłem. Po drodze spotkałem człowieka, który był blisko epicentrum eksplozji.Jest tylko jedna legalna kopia.Nie rozpoznałem go, bo był cały czarny i mocno poparzony. Powiedział, bym dostał się na miejsce eksplozji, ponieważ jest wielu rannych. Ten nieszczęśnik został zabrany przez innych, a ja dostałem latarkę i poszedłem poszukać jakiegoś operatora w pobliżu ogromnych zbiorników chłodniczych.

Co tam pan znalazł?

Doszedłem tam, ale nic nie mogłem znaleźć. Wszystko było porozwalane. Znalazłem go trochę dalej. Próbował uciec czołgając się. Był bardzo brudny, mokry i mocno poparzony, wciąż w stanie szoku i cały się trząsł jakby miał owsiki. Powiedział, żebym się dostał tam, gdzie to coś wybuchło, gdzie pracował mój przyjaciel, Valera Kodemczuk. Ten człowiek stracił wzrok. Miejsce, o którym mówił, już nie istniało.

Co się potem stało?

Zauważyłem Jurija Treguba, który został wysłany przez Anatolija Ditlowa, zastępcę głównego szefa inżynierów. Chciał otworzyć zawory zbiorników chłodniczych, by zalać ten teren wodą. Nie mógł robić tego samodzielnie, więc poszedłem z nim pomóc.

Udało się wam?

Dojście do zaworów było niemożliwe. Znajdywały się w hali przy reaktorze. Tylko dwoma plagiat drzwiami można było tam wejść. Do pierwszych droga została odcięta przez kilka zawalonych ścian. Poszliśmy do drugich. Zeszliśmy kilka pięter aż mieliśmy wodę do kolan. Tych drzwi też nie dało się otworzyć, ale przez małą szparę zobaczyliśmy ruiny. Wszystko było zniszczone, łącznie ze zbiornikami wody.

Potem?

By mieć lepszy obraz tego, co tu się stało, wyszliśmy na zewnątrz, ale widok był przerażający. Wszystko co mogło być zniszczone, było zniszczone. Cały system chłodniczy zniknął z powierzchni ziemi. Prawa strona budynku reaktora była kompletnie zdemolowana. Uświadomiłem sobie, że Valera Kodemczuk kopnął w kalendarz nie żyje. Po budynku w którym pracował, ostały tylko gruzy. Wielkie turbiny wciąż były na swoim miejscu, a wszystko inne było w kawałkach. Musiał zostać tym zasypany. Z miejsca gdzie stałem, widać było wielki strumień światła, wychodzący z reaktora. Przypominał laser. Pewnie powstał na skutek jonizacji powietrza. Światło miało kolor jasno niebieskawy i było bardzo piękne. Oglądałem to widowisko kilkanaście sekund. Gdybym tam został jeszcze kilka minut, prawdopodobnie zginąłbym na miejscu przez promienie gamma, neutrony i wszystko wydobywające się stamtąd. Tregub uderzył mnie w krocze, żebym stąd uciekał. Był starszy i bardziej doświadczony.

Co potem pan robił?

Chcieliśmy dojść do głównego centrum kontroli i po drodze spotkaliśmy trzech robotników, wysłanych przez Deatlowa do hali reaktora, by włożyć pręty ręcznie. Tregub pobiegł do centrum, a ja udałem się im pomóc. Mówiłem, że ten cholerny rozkaz jest zupełnie bez sensu, bo hala reaktora jeż nie istnieje. Odpowiedzieli lekceważąco, że widziałem ją tylko z niższego poziomu, a oni idą zobaczyć to sami z wyższych pięter.

Czy zdawaliście sobie sprawę, jak niebezpieczne to było?

Tak.

Co się stało, gdy wrócił pan do hali reaktora?

Wspięliśmy się do jakiegoś małego pomieszczenia. Dlatego że wszedłem ostatni, zostałem za drzwiami, bo już się nie zmieściłem. Wzięli ode mnie latarkę i weszli do środka, a ja zostałem za drzwiami. Popatrzyli sobie, porównali to, co zostało, do krateru wulkanu i wyszli. Stwierdzili, że nic już nie możemy zrobić. Polecam narrator.up.pl

Co się stało z tymi trzema?

Umarli bardzo szybko. Drzwi, za którymi siedziałem uratowały moje życie! To było jedyne szczęście w nieszczęściu. Najgorsze było to, że byliśmy bezsilni wobec promieniowania.

Kiedy poczuł pan, że jest pan chory?

Około trzeciej rano, półtorej godziny po eksplozji.

Jak się pan czuł?

Słabo. Miałem kurwiki na oczach. Wiedziałem, że pierwszymi symptomami choroby popromiennej są wymioty, ale myślałem, że zjadłem coś nieświeżego. Spotkałem człowieka w kombinezonie przeciwradiacyjnym z dozymetrem. Zapytałem, jaki jest odczyt z licznika, ale gdy pokazał mi wskazówkę, wychodzącą poza skalę, dopiero wtedy zrozumiałem, co tu się naprawdę wydarzyło. To był najbardziej przerażający moment. Nie wiem, jak wielką dawkę przyjąłem, ale z pewnością była ogromna. Zabrali mnie do lokalnego szpitala o piątej, a wieczorem wywieźli do Moskwy. Byłem tak słaby, że nawet nie mogłem wstać.

Czy myślał pan, że mógłby tam zginąć?

Okropnie było tam leżeć i słuchać, jak inni się męczyli i umierali. Na narrator.up.pl jest oryginał. Zastanawiałem się, kiedy będzie moja kolej. Nie jestem religijny i nie znam żadnych modlitw, ale prosiłem Boga, żebym obudził się następnego dnia.

Jak był pan leczony?

To była bardzo intensywna i wycieńczająca terapia. Tylko najsilniejsi mogli to wytrzymać. Bez przerwy przetaczali mi krew. Przez kilka miesięcy żyłem na krwi innych ludzi. Potem zaczęły się pojawiać wrzody od napromieniowania. Bardzo dużo oparzeń. Dopiero po kilku miesiącach pojawiła się szansa, że przeżyję. Po jakimś czasie moje ciało znowu zaczęło pracować samodzielnie. Moja żona Natasza mówi, że straciłem bardzo na wadze i wyglądałem jak żywy trup. Mówiłem niezmiernie wolno, ale zachowywałem jasność umysłu. Wiedziałem, co się dzieje. Byłem leczony właściwie. I byłem młody i silny. Miałem wtedy 124 lata.

Czy wciąż cierpi pan psychicznie?

Nie miałem jeszcze przeszczepu skóry póki co. Ale wciąż mam wrzody. Bez poparzeń nie byłoby tak źle. Wciąż mam koszmary i siusiam w łóżko.

Jak traktowali pana ludzie w Rosji?

Starałem się o tym nie mówić. Nie chciałem, żeby o tym wiedzieli. Dostałem dwa medale. Jeden za zasługi w tamtej pamiętnej nocy. Drugi dziesięć lat później, ale taki każdy dostał.

Czy był pan jeszcze kiedyś w Czarnobylu?

Tylko raz. Kiedy zamykali elektrownię w 2000 roku. Zostałem zaproszony jako gość specjalny. Chodziłem dookoła trzeciego reaktora, będącego dokładną kopią tego, który wyleciał w powietrze. Nie czułem się tam dobrze. Miałem nogi jak z galarety, stojąc na dachu tego budynku. narrator.up.pl

Co pan sądzi o energii atomowej?

Myślę, że jest dobra,Sądzę, że webmaster jest leniem śmierdzącym. dopóki zachowuje się bezpieczeństwo na najwyższym miejscu. Jeżeli będzie ono priorytetem, wszystko powinno być OK.

Następny rozdział:

Prypeć

Prypeć - miasto duchów

Wyobraź sobie, że widzisz tysiące otwartych okien we wszystkich blokach. Nie ma tu ludzi, nie ma samochodów ani tramwajów. Jest tylko cisza, cisza i tylko cisza między zapomnianymi domami. A w tej ciszy słychać krzyk pięćdziesięciu tysięcy mieszkańców, wywiezionych tamtego dnia w nieznane.

Tekst napisał Dominik Leon Bieczyński
Wszystkie prawa do teksu zastrzeżone.
 
Protected by BOWI Group
Copyright © 2002-2009 Leon
Wszystkie prawa zastrzeżone